Rozdział V
Od powrotu z ostatniej misji minęły trzy dni, w trakcie których wieści po Kwaterze roznosiły się szybciej niż błyskawica. Otrzymałam przez ten czas ogrom gratulacji od przyjaciół, ale też wiele nieprzyjemnych spojrzeń, a nawet liścików z pogróżkami od fanek Nevry. Któraś była nawet na tyle odważna, żeby mi podrzucić torbę z Eliksirem Smrodliwości. Póki były to tylko niegroźne wybryki, postanowiłam nie reagować. Dalej prowadziłam lekcje w schronisku, wypełniałam swoje misje, a nocami odrywałam wampira od papierkowej roboty w kierunku łóżka. Tak mijały nam wolne chwile, przeważnie w łóżku, od czasu do czasu rozprawiając coś o liście gości lub menu. Jedynym zdecydowanym krokiem na przód, było ustalenie daty- dość bliskiej, bo za niecałe pół roku. Znaczyło to tyle, że czasu coraz mniej, a roboty od groma. Dlatego zaplanowaliśmy dzisiejszego wieczora zebrać naszych najbliższych i przygotować przynajmniej zarys listy gości i kosztorys całego przedsięwzięcia. Pozostało mieć tylko nadziej...