Rozdział IV

 Pobyt w świątyni był dla nas prawie jak wakacje, co nie oznacza, że się obijaliśmy. Codziennie pomagaliśmy mieszkańcom, a wieczorem bawiliśmy się z nimi na hucznych przyjęciach. Ceniłam sobie każdą chwilę, którą mogłam spędzić z Nevrą poza Kwaterą Główną. W końcu, gdy tylko tam wrócimy, znowu pochłonie go natłok pracy i nie będę miała okazji zobaczyć go przez kilka dni. Nie mówiąc już o jego siostrze, która, w przeciwieństwie do mnie, należała do Straży Cienia. W Kwaterze na pewno znajdzie się mnóstwo okazji, żeby ukrócić mój czas spędzamy z Nevrą do absolutnego minimum.
- Coś Cię martwi? - zapytał, gdy wróciliśmy do naszej kwatery. Westchnęłam ciężko, a on poprowadził mnie do łóżka. Tam kazał mi się położyć, odwinął ramiączka mojej sukni i zaczął masować moje zesztywniałe barki. Dotyk jego chłodnej skóry przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze, co nie uszło jego uwadze. Złożył kilka krótkich, delikatnych pocałunków na moim karku. Dreszcze się nasilały, kolejne ich fale wstrząsały moim bladym ciałem. Jego wargi były zimne jak lód.
 Odwróciłam się, by ujrzeć jego twarz. W oczach pląsał mu ogień dzikiej, pierwotnej żądzy. Przygryzłam dolną wargę, nim chwyciłam za kraniec jego szala, który jednym, wprawnym ruchem zdjęłam z jego ramion. Natychmiast chwycił za klamerkę paska przy mojej sukience. Cienki, długi pasek z jasnej skórki szybko zniknął z mojej talii i legł na podłodze. Po kilku minutach, przeplatanych obustronnymi pieszczotami i coraz silniejszym przyciąganiem ciała partnera do swojego, mój paseczek zyskał towarzystwo w postaci ulubionych butów Nevry, jego różnorakich pasków, jedwabnego kimona i czarnego bezrękawnika oraz moich sandałków i sukni. Ja zostałam w krótkiej, prawie przezroczystej halce, a on w spodniach. Nie przerywając czułości choćby na chwilę, skierowaliśmy się do łóżka. Gdy do niego dotarliśmy, popchnął mnie delikatnie na pościel. Opadłam na miękkie posłanie, gdy pozbywał się spodni. Zanim się z niego podniosłam, nachylił się nade mną w samym bokserkach. Przejęłam na moment inicjatywę i zamieniłam role, czym wyraźnie go zaskoczyłam, ale po łobuzerskim uśmieszku, który zagościł na jego twarzy, poznałam, że nie miał nic przeciwko. Dłonią pogładziłam jego twarz, kciukiem przejeżdżając po chłodnym policzku, następnie przesunęłam dłoń po jego szyi, po umięśnionym ramieniu, po rozbudowanej klatce piersiowej. Przesuwając rękę coraz niżej, czułam jak napinają się pod nią mięśnie jego ciała. Gdy koniuszki moich palców dotknęły miękkiego materiału jego bokserek, bez wahania pociągnęłam je w dół.

 - Myśleliście już, gdzie odbędzie się uroczystość? Wiesz, Emma, byłabym zachwycona, jeślibyście wzięli moją skromną świątynię pod uwagę- napomknęła piękna Fenghuang podczas naszej porannej herbaty, którą piłyśmy na tarasie przy jej pokoju.
- Oh, Huang Hua, zaręczyliśmy się kilka dni temu, nawet jeszcze nie rozmawialiśmy o ewentualnym terminie...
- Tak, tak, oczywiście...
 Huang Hua wydała mi się przez chwilę zasępiona. Patrzyła w dal, gdzieś w głębię malowniczego pejzażu rozpościerającego się obok nas. Widziałam w jej oczach pewnego rodzaju zmęczenie, co było w pełni zrozumiałe przy jej funkcji.
- Huang Hua...- zaczęłam niepewnie.- Czy coś cię trapi? Wiesz, że mi możesz powiedzieć?
 Brunetka uśmiechnęła się pod idealnym nosem. Odchyliła się na siedzisku i usiadła mniej elegancko, niewiele już temu ułożeniu nóg brakowało do pospolitego, prostackiego rozkroku.
- Wiesz, droga przyjaciółko, jak ważna jest rodzina dla mojej rasy?- zapytała, na co przytaknęłam głową.- Ale rodzina, żeby była silna, musi trwać. A żeby trwać... potrzebny jest dziedzic, a do tego, co tu długo gadać, potrzeba mi mężczyzny.
- Szukasz męża?- rzuciłam ze zdziwieniem. Ostatnie o czym myślałam, myśląc o mojej przyjaciółce, to ślub, małżeństwo i mężczyźni w ogóle. Chociaż, jakby nad tym dłużej pomyśleć... To Huang Hua wyglądałaby nieziemsko w długiej, białej sukni i z pięknym, spływającym za nią welonem.
- Nie szukam. Moi rodzice mi go wybrali. Mamy się pobrać na wiosnę- westchnęła.
 Tylko westchnęła, nic więcej. Z jej reakcji można było wysnuć, że wcale nie w głowie jej małżeństwo i zakładanie rodziny. Nie dziwiło mnie to specjalnie, w końcu na jej barkach spoczywał los jej klanu, a jej małżeństwo miałoby mieć na celu wyłącznie aspekty reprodukcyjne.
- Przecież to niesprawiedliwe! Powinnaś wyjść za kogoś, kogo sama kochasz!- oburzyłam się. Na moją reakcję, czarnoskóra zaśmiała się pod idealnie kształtnym nosem.
- Ale ja nikogo nie kocham. Nie mam nic przeciw temu małżeństwu- odparła i łyknęła herbaty.
 Jej niezmącony spokój zbił mnie z tropu. Nie potrafiłam sobie wyobrazić śłubu, którego nie chcę, męża, którego nie chcę. A Huang Hua nie wyglądała, jakby wyczekiwała następnej wiosny.

 Nevra wybrał się z Karenn poza świątynię, żeby spędzić z nią trochę czasu i w miarę możliwości, przekonać ją do mnie. Cudem byłby jakkolwiek przekonać ją do myśli, że ktoś może być teraz bliżej jej brata niż ona. Denerwowało mnie to szczególnie w trakcie posiłków, które jedliśmy wspólnie, ponieważ nie było opcji, żeby któraś z nas mogła się wymigać od przebywania w jednym pomieszczeniu.
 Przed południem jeden z Purrekos przyniósł mi katalog ślubny. Nie miałam pojęcia, że w Eldaryi mieli coś takiego, w końcu w Kwaterze nieczęsto mieliśmy wesela, a nawet jeśli, to nie byłam nigdy nikim więcej niż gościem, chociaż nieźle się tam bawiliśmy. Patrząc na usługi i towary oferowane przez gildię, myślałam o kosztach wesela.
- Co tam porabia najzrzędliwsza panna młoda?
 Jakby spod powierzchni ziemi pojawił się Ezarel. Gdy podniosłam głowę znad gazety, ujrzałam też Chrome'a i szefa mojej straży- Valkyona. Białowłosy niósł w rękach 2 butelki z burgundowym płynem, prawdopodobnie winem lub sokiem, wilkołak zaś niósł kosz piknikowy.
- Przeglądam katalog... Powinnam z planowaniem zaczekać na Nevrę, ale nie wiem za dużo o tego typu obrządkach w tym świecie- westchnęłam głośno i ległam na rozgrzanej trawie, dramatycznie zasłaniając twarz pisemkiem otwartym na stronie ze specyfikacjami krzeseł dostępnych w wypożyczalni. Po dźwiękach wokół rozpoznałam, że panowie usiedli obok.
- No tak, w końcu odkąd tu jesteś mieliśmy w Kwaterze Głównej chyba tylko 4 wesela...- zauważył Chrome, z buzią pełną nie wiem czego, ale cokolwiek to było, pachniało jak pieczone mięso i lawenda.
- Zaraz wszystko ci przybliżymy, spokojnie. Jesteśmy ekspertami od imprez.
 Słowa elfa brzmiały za równo dumnie jak i prześmiewczo. Dużego wyboru nie miałam, czegokolwiek by nie wiedzieli, było to więcej niż wiem ja. Każda pomoc mi się przyda.
 Zerwałam się do siadu, zrzucając katalog na kolana.
- Valkyonie, otwórz butelkę. Jeżeli Nevra przyjdzie tu z Karenn, to potrzeba mi jakiegoś znieczulenia.

Komentarze

Popularne posty