Rozdział II

  Z samego rana zebraliśmy wszystkie rzeczy na wóz i ruszyliśmy w dalszą drogę. Przez kolejne dwa dni, nasze rozmowy kręciły się wokół niczego i wszystkiego, z nudów wracałam co chwila do swoich notatek. Wykorzystywałam je, żeby zaciekawić dzieci swoimi lekcjami, często dotyczącymi działań straży i świata Eldaryii, i choć nie mogłam ujawniać wszystkiego, to wszyscy moi słuchacze siedzieli z zapartym tchem.
- Co robisz?- zapytał pojawiający się za moimi plecami wampir. Czułam jego oddech na swoim karku.
- Uzupełniam notatki. Dzieciakom przyda się trochę informacji o podróżach, skoro większość czasu spędzają w jednym miejscu.
- A może chcesz się wybrać do jakiejś wioski? - zapytał konspiracyjnie. Spojrzałam dookoła na pozostałych,ktorzy musieli słyszeć naszą rozmowę, skoro na postoju nikt się nie oddalał zbyt daleko.
- Myślałam, że nie ma na to czasu.
- Tak mówi Ez... A szkoda, bo niedaleko jest wioska słynąca z wyśmienitych miodów! Nie są aż tak słodkie jak te które mamy w naszej KG, ponoć w smaku przypominają całkiem te ziemskie! - powiedział i westchnął teatralne, wystarczająco głośno, żeby na pewno dobiegło to uszu elfa. Dał mi też dyskretny znak, żebym mu pomogła.
- Ach, jaka szkoda, że nie pojedziemy do tej wioski! Jestem pewna, że skoro nawet ja słyszałam o tym miodzie, to każdy koneser oddałby wiele, żeby tam się dzisiaj znaleźć jeszcze dziś!
 Jednak Ezarel zdawał się nic nie robić sobie z naszych wyolbrzymionych zachwytów i gdy postój się skończył, jechaliśmy zgodnie z planem. Dopiero na skrzyżowaniu wybrał inną drogę niż powinien według mapy.
- Ej, Ezarel, pomyliłeś drogę...-zauważył Chrome, który na chwilę oderwał się od gadania z Karenn. Elf spojrzał na niego z szerokim uśmiechem.
- Nasza mała ziemianka miała doskonały pomysł z tym postojem, a tu jest zjazd do bardzo fajnej wioski!

 Wioska Malou, jak się okazało, była zwykłą wioską rolniczą z niewielkim placem w centrum. Plac i przylegające budynki, zbudowane z wielobarwnych cegiełek, stanowiły dla mieszkańców Targowisko- to tam sprzedawali i wymieniali się swoimi towarami. Poza kilkunastoma straganami, znajdowała się tam też studnia, podest do przemówień i kilka stolików z dostawionymi ławami. Wszystko było udekorowane zbożem, pięknymi kwiatami, czymś co przypominało dynie oraz pomarańczowo-żółtymi girlandami. Musiała się zbliżać pora dożynek.
 Mieszkańcy Malou wydawali się promieniować szczęściem. Co chwilę ktoś się do nas uśmiechał, co chwilę ktoś do nas zagadywał. Raz zagadała nas staruszka, która na widok mnie i Nevry trzymających się na ręce przypomniała sobie o własnej młodości i zmarłym mężu, z którym lubiła urządzać pikniki na polanach. Innym razem, gdy Ez zajął się poszukiwaniem tego jedynego miodu, zaczepił go postawny, wąsaty mężczyzna, również koneser miodów. Obaj się wdali w żywą dyskusję o smakach i rodzajach miodów.
- Ludzie tu są dziwnie pobudzeni...- zauważył Nevra poprawiwszy swój szal. Przykuł tym uwagę babuni, która natychmiast się wtrąciła.
- Trafiliście w sam środek festynu! Co roku świętujemy obfitość naszych zbiorów i łaskawość otaczającej nas Natury!
- A jeżeli zbiory nie są obfite?- zagadnął Valkyon. Babunia popatrzyła na niego z politowaniem. Zauważyłam też, że sprzedawca ze stoiska niedaleko bacznie się nam przygląda.
- Tu jest Malou! Nasze gleby są urodzajne, nasze pasieki opływają w miodach, a woda jest czystsza niż w górskich potokach. Nasze zbiory są zawsze obfite.- podkreśliła- A może zostaniecie na dzisiejsze ognisko? Będzie mnóstwo pysznego jedzenia, każda gospodyni przygotowuje coś ze zbiorów swojej rodziny, jadła i napitku na pewno nikomu nie zabraknie!
 Spojrzeliśmy wszyscy po sobie i już wiedzieliśmy, że takiej imprezy nie możemy za nic przegapić.

 Rozdzieliliśmy się, każdy poszedł, gdzie tylko miał ochotę. Widziałam jak Nevra wodził wzrokiem za Karenn. Wiedziałam też, że czuje się rozdarty przez bezpodstawną zazdrość swojej siostry. Pozwoliłam mu za nią iść. Pozwoliłam mu zniknąć w tłumie ludzie, w tłumie wszystkich dziewczyn z tej wioski, stęsknionych za nowością i światem, dla których przystojny wampir spoza tej wioski stanowi apetyczny kąsek. Widziałam ich spojrzenia bezczelnie utkwione w nim, nawet gdy szliśmy za rękę. Wzdychały do niego nawet się z tym nie kryjąc, chociaż stałam tam obok i wszystko widziałam, a i tak pozwoliłam mu tak iść. Przeklinałam za to w duchu Karenn, za tę jej bezpodstawną zazdrość, za jej humorki i za to, że wiedziałam, ile znaczy dla Nevry i że ja nigdy nie będę dla niego znaczyć tyle co ona.
 Chcąc dać upust tej złości i zazdrości, kopnęłam leżący pod moimi stopami żwir, który rozprysł się po drodze. Jego cząstki uderzyły w kilka większych kamieni i w płachtę leżącą na jednym ze straganów. Bardzo kolorową płachtę. Podniosłam wzrok z ziemi i zobaczyłam stoisko ze strojami.
- Chyba mogę sobie kupić jedną kieckę na poprawę humoru- wymruczałam pod nosem i podeszłam do stołu okrytego pomarańczową tkaniną. Badawczo przyglądałam się strojom, gdy przede mną stanęła czarna kotka o długiej sierści i zielonych, prawie żółtych oczach. Na ramionach miała założony delikatny, błękitny szal.
- Witam panienkę, panienka chyba nie stąd- zagadnęła podekscytowana.
- Nie, nie stąd, z Kwatery Głównej Straży Eel- odparłam, a jej duże oczy rozbłysły radośnie.
- Doskonale! Mam już dość ubierania wiejskich dziewek.- dodała po cichu, tak abym tylko ja słyszała- Ależ gdzie moje maniery. Nazywam się Purita, witam na moim straganie! Czego tu szukasz?
- Jestem Emma i...- zawahałam się na chwilę, nie wiedząc co w sumie powiedzieć- Widzisz tego wampira?- spytałam wskazując na Nevre, który przeglądał z Karenn naszyjniki ze stoiska z biżuterią.
- Widzę, widzę... i całkiem mi się ten widok podoba.- zamruczała- Chcesz go zdobyć?
- Coś w tym stylu.
- Więc z pewnością znajdziemy tu coś odpowiedniego, zaczekaj. O tak, to musi być to!- wykrzyknęła i podała mi suknię. Rozwinęłam ją i przyłożyłam do ciała, żeby sprawdzić, z czym mam do czynienia. Była to liliowa sukienka za kolano wykonana z delikatnego materiału. Talię podkreślał skórzany gorsecik, zapinany na małe, perłowe guziczki. Rękawy składały się z dwóch warstw. Pierwsza była przylegająca, biała i elastyczna, zrobiona z grubszej, cieplejszej tkaniny. Druga była zrobiona z tego delikatnego liliowego materiału i pięknie rozchodziła się na dwie strony. Z pewnością wyglądała pięknie w tańcu.
 Zapłaciłam za sukienkę i chciałam z nią już iść, gdy Purita podsunęła mi jeszcze pod nos parę wysokich, sznurowanych butów i piękne podkolanówki ze ściągaczem. Pomyślałam jeszcze przez chwilę o moich oszczędnościach, ale nie zastanawiałam się długo- kupiłam i buty, i pończochy. Dumna z siebie ruszyłam do wozu.
- Co tam masz?- zapytał Chrome między kolejnym kęsem wędzonej szynki.
- A tylko kilka ciuchów. Wiesz gdzie dzisiaj śpimy?
- W gospodzie, po drugiej stronie ulicy.
- Rozumiem, pójdę więc odpocząć przed wieczorem. Przy odrobinie szczęścia będziemy mogli dla odmiany trochę pobalować! - uśmiechnęłam się do niego i w podskokach przebyłam dzielącą mnie od budynku odległość.

 Nastał już wieczór, gdy zza okna pokoju, który zajmowałam dobiegły mnie pierwsze dźwięki zabawy. Szybko przebrałam się w moją nową sukienkę, naciągnęłam skarpetki, włożyłam buty i zaczęłam szukać odmęty mojej torby. W końcu wyciągnęłam z niej maleńki flakon. Wzięłam trochę różowej zawartości na palce i wsmarowałam ją w policzki, by nabrały żywszego odcienia. Wiedziałam, że Nevra szaleje, gdy widzi jak się rumienię.
 Poprawiłam włosy, chwyciłam klucze, żeby zamknąć za sobą drzwi. Zaraz potem wybieglam na plac wypełniony ludźmi i światłami świetlików zamkniętych w fiolkach i słoikach. Część z nich była wstawiona w wydrążone przez dzieci i rzemieślników dyniopodobne warzywa, a część mniejszych fiołek przywiązano na linach umieszczonych między słupami. Wyglądało to trochę jak lampki choinkowe z mojego świata.
 Na środku placu ustawiono scenę dla tancerzy. Gdy przeszłam koło niej jakiś miejscowy chłopak poprosił mnie do tańca. Miał jasne włosy, zielone oczy i dużo piegów. Na tę wesołą okazję założył prostą, lnianą koszulę, płócienne spodnie połatane zaledwie w dwóch miejscach i ciemne szelki, a na swojej platynowej czuprynie nosił stary kaszkiet. Wszystko to znacząco kontrastowało z jego butami - skórzane, świeżo wypastowane, wyglądały jak nowe. Zapewne często ich nie nosił.
Kilka kroków za nim stało kilku innych chłopaków, zapewne jego przyjaciół, niecierpliwie czekając na moją odpowiedź. Blondyn zauważył mój wzrok, który powędrował za jego plecy i zarumienił się tak, że prawie nie widziałam już jego piegów. Posłałam mu swój najserdeczniejszy uśmiech i zgodziłam się, ku radości jego towarzyszy. Zastanawiałam się, jakim rodzajem faery jest, gdy jeden z chłopców krzyknął do mojego partnera:
- Dajesz Pablo!
 Blondyn zaczerwienił się jeszcze bardziej, po czym jego oblicze zniknęło. Przede mną lewitował teraz kaszkiet, lniana koszula oraz płócienne spodnie na szelkach, a para skórzanych bucików nerwowo skakało obok siebie. Zaśmiałam się po cichu i wyciągnęłam rękę przed siebie.
- Idziemy?- spytałam z uśmiechem, a chłopiec znów pojawił się w swoich ubraniach. Posłał mi nerwowy, ale uroczy uśmiech, chwycił moją dłoń i poprowadził w stronę parkietu.

 Tańczyłam z Pablem, a potem z jego kolegami, którzy specjalnie dla mnie wstali z płotu. Nevry nie zobaczyłam ani razu. Gdy kończyłam taniec z wysokim brunetem, ktoś złapał mnie w talii i pociągnął za sobą, a mi mignęły przed oczami niebieskie włosy.
- Odbijamy!- zawołał dziarsko elf i obrócił mnie w piruecie. Zakręciło mi się w głowie.
- Ezarel, co Ty wyrabiasz?!- fuknęłam na niego, gdy poczułam mocny zapach pitnego miodu.
- A Ty co? Przejmujesz nawyki Nevry? Rozkochujesz w sobie wiejskich chłopców, wyjedziesz, a oni będą za Tobą wzdychać w nadziei, że kiedyś wrócisz- westchnął, udając tęsknotę. Spojrzał przy tym z rozmarzeniem w niego, jakby opowiadał najlepszą z miłosnych historii.
- Ależ o czym Ty mówisz, ja tylko z nimi tańczę.- ucięłam temat- A gdzie jest Nevra? Nie widziałam go odkąd przyszłam.
- Cóż, jego strata. Ta sukienka ładnie na Tobie wygląda.
- A dziękuję.
 Przetańczyłam z Ezarelem jeszcze dwie piosenki, w trakcie których cały czas czułam od niego alkohol. Zeszliśmy z parkietu, gdy jacyś mężczyźni zawołali go do stolika. Poprowadził mnie ze sobą do stolika przy którym siedzieli Kole- krzepki ogr, z pewnością starszy od Jamona, rudobrody krasnolud- Drogfar, jego towarzysz Alfred i skrzat Mopet. Powitali mnie serdecznie w swoim gronie i zamówili kolejne dzbany miodu. Wiedziałam, że przy najbliższej okazji muszę stamtąd wstać, jeżeli chcę jeszcze zatańczyć kiedyś z Nevrą.
 Wypiliśmy jeden dzban miodu. I drugi. I trzeci. I jakimś cudem dotarliśmy do połowy czwartego dzbana. Ezarel dzielnie dotrzymywał kroku krasnoludom i ogrowi, ale limity moje i Mopeta były już blisko. Nos skrzata przybrał już rumiany kolor. Właśnie wtedy obok mnie usiadł mój przystojny wampir z różową różyczką między zębami. Delikatnie ją ujął w palce i podstawił pod mój nos.
- Piękna różyczka dla mojej ślicznej księżniczki- zamruczał mi w ucho. Spojrzałam na niego, starając się być jak najbardziej oziębła.
- Robiłeś się na bóstwo czy wyrywałeś jakieś dziewczyny z wioski?- spytałam dopijając resztki miodu z mojego kubka. Nevra objął mnie w talii, przyciągając do siebie.
- Nie, przygotowałem Ci małą niespodziankę.
 Nevra stanął obok mnie, czekając aż z nim pójdę. Próbowałam wstać, ale szumiało mi w głowie, wszystko się kręciło...Oh, po prostu wystarczy powiedzieć, że mi się nie udało. Nevra w końcu wziął mnie na ręce i zaniósł na parkiet. Dopiero tam pozwolił mi stanąć na nogi, ale wciąż miałam z tym problem. Chwycił mnie więc w ramiona i zaczęliśmy tańczyć.
 Czułam jak unoszę się pod rozgwieżdżonym niebem, wokół tych wszystkich świateł. Nie wiedziałam czy to zasługa miodu, czy Nevry, ale ogarniało mnie rozkoszne ciepło. Dałam mu się nieść i położyłam głowę na ramieniu mojego ukochanego. Liczyła się teraz tylko ta chwila. My, te światła i gwiazdy nad nami.
- Ej, nie przysypiaj! Niespodzianka dalej czeka na Ciebie- szepnął mi rozkosznie w ucho i przygryzł jego płatek. Poczułam przyjemne dreszcze na całym ciele i piękący rumieniec na twarzy.
- Nie wiem czy nie wypiłam za dużo na Twoje szalone niespodzianki...
- Spokojnie, ta Ci się spodoba. Nie jest aż tak szalona... No może trochę.
 Tańczyliśmy jeszcze przez kilka piosenek, aż mój kochany wyprowadził mnie z parkietu i pociągnął za sobą na obrzeża wioski. Biegliśmy przez brukowane uliczki oświetlone światłem księżyca, mijaliśmy te wszystkie przystrojone domy, kolorowe światełka... A ja czułam, że coraz bardziej mi się kręci w głowie. Udawało mi się powstrzymać od upadku, ale to nie mogło potrwać dużo dłużej.
 W końcu zwolniliśmy, Nevra złapał moją rękę mocniej, jakby się denerwował, zupełnie jak przed każdą niebezpieczną bitwą. Zaprowadził mnie pod duże drzewo o rozłożystych gałęziach, które ktoś udekorował światełkami i wstążkami. Widziałam też kilka małych kryształków.
 Wziął mnie w ramiona, mocno przytulił i pocałował w czoło. Dokładnie tak, jak najbardziej lubiłam.
- Mówiłem Ci już, że pięknie wyglądasz w tej sukience i chętnie bym ją z Ciebie zdjął?- zamruczał rozkosznie. Zaśmiałam się, ale nie wiem czy faktycznie był taki uroczy, czy to wypity alkohol potęgował moje doznania. Mimo tych przyjemnych odczuć, nie przestałam mieć wrażenia, że Nevra się czymś denerwuje.
- Nie, ale nie mówiłeś mi też, czym się tak denerwujesz. O co chodzi? Coś się stało? Dostałeś jakąś misję o jakiej mi nie powiedziałeś?
- Nie, nie, to coś... poważniejszego- zaczął śmiejąc się nerwowo i wiedziałam już, że nie zapowiada to niczego dobrego.
- Okej, Nevra, to chyba najbardziej szalona z Twoich niespodzianek!
- A żebyś wiedziała...- rzucił pod nosem- Usiądźmy może?- zaproponował i prawie mnie pociągnął na trawę- Emmo...
- Oho, robi się poważnie- zaśmiałam się. Nie miał w zwyczaju zwracać się do mnie po imieniu, jeżeli nie chodziło o coś ważnego. Czułam się już trochę zestresowana. Wampir próbował nie zbaczać z tematu i kontynuował.
- Emmo, niedługo miną 4 lata, odkąd tu jesteś. Dzień, w którym przeszłaś przez ten grzybowy krąg odmienił życie wszystkich w Kwaterze, moje życie. Razem z Tobą pojawiło się tam tyle radości, tyle śmiechu... I wiem, że z mojej winy wiele też cierpiałaś...- uścisnął mocno moją dłoń.
- Nevra...
- Nie, nic nie mów, daj mi skończyć. Emmo, kocham Cię, chcę być z Tobą i byłbym najszczęśliwszym facetem, gdybyś zgodziła się...- odwrócił się do mnie, patrzył mi prosto w oczy.
 Tej romantycznej chwili nic nie mogło zepsuć. Oprócz Karenn, która właśnie spadła na nas z drzewa. Po raz pierwszy widziałam jak Nevra się na nią wścieka. Zerwał się na równe nogi i rzucił jej rozczarowane spojrzenie.
- Karenn! Przecież Cię prosiłem, miałaś nie szpiegować, kiedy będę...
- Wiem, wiem- przerwała mu- ale nie mogliśmy się powstrzymać!
- Zaraz, zaraz. MY?- wrzasnął wściekły. Podbiegł do niej i zaczął nią potrząsać- Co masz na myśli mówiąc "my"? Kto tu jeszcze jest? Chrome, podły psie! Ez, ty głupi bęcwale, uszy Ci chyba powyrywam! Tylko nie mówcie mi, że Val też przyszedł...
 Cała nasza brygada wyszła ze zwieszonymi głowami, tylko Valkyon wydawał się być obojętny. Nevra miotał się i gestykulował jak oszalały, wymachiwał rękoma, jakby chciał wzbić się w powietrze i odlecieć. W tym amoku rozczarowania, zawodu i złości nie zauważył, gdy wypadł mu mały, błyszczący przedmiot. Przesunęłam się bliżej na trawie, żeby go podnieść. Zamurowało mnie. W tym momencie wszyscy spojrzeli na mnie, jakbym właśnie zepsuła jakiś misterny plan, przygototwywany przez wiele tygodni. Mój ukochany odwrócił się do mnie. Na jego twarzy mieszało się przerażenie ale i ulga. Choć ciężko stwierdzić, która emocja dominowała.
- Nevra... Co to jest?

Komentarze

Popularne posty