Rozdział I
Noc. Spokojna i cicha, pozwala nam na odpoczynek od trudów pracy, obowiązków, życia. Pozwala nam się zregenerować i wyciszyć, a jeżeli należymy do grona szczęśliwców, utonąć w ucisku bliskiej nam osoby.
- Emma, wszystko w porządku?
Odwróciłam się. Szedł ku mnie powoli i pewnie, niczym drapieżnik kroczący ku ofierze. Widziałam to w jego spojrzeniu, utkwionym w mojej białej koszulce nocnej, wyciętej na udzie i lekko naderwanej przy dekolcie, ot, efekt pospiesznego zdejmowania jej podczas którejś z upojnych nocy. Noc była wyjątkowo ciepła. Światło księżyca rozjaśniało jego zmartwioną twarz. Stanął kilka kroków za mną, czujnym okiem śledząc moje ruchy.
- Nevra... Tak, wszystko okej, po prostu nie mogłam zasnąć.
- Nawet w moich ramionach?- zapytał zaczepnie uśmiechnąwszy się zalotnie i złapał mnie w swój ciepły uścisk.- Wiesz, że jeżeli znowu masz koszmary, to powinnaś iść z tym do Ewelein?
Zagryzłam dolną wargę. Faktycznie, miałam dzisiaj koszmary, ale nie sądzę, by wymagały konsultacji medycznej, a moje życie uczuciowe to nie coś, z czego chciałam się zwierzać Ewe.
- To nic istotnego, naprawdę- uspokoiłam go i zawróciłam do swojej sypialni.
- Nie zostaniesz dzisiaj u mnie?- zaproponował, udając rozczarowane dziecko. Ten widok nieco mnie rozczulił, lecz wiedziałam, że rano musimy wcześniej wstać. Czekała nas ważna misja dyplomatyczna u Fenghuangów, więc nie dość, że musimy wstać wcześnie, to jeszcze w pełni sił dotrzeć do ich świątyni. Nevra odprowadził mnie do mojego pokoju, zamieniliśmy jeszcze kilka słów odnośnie jutrzejszej podróży, a potem pocałował mnie czule w czoło, życzył dobrej nocy i zniknął w ciemnym korytarzu.
Świt nastał zbyt szybko, co odczuwał chyba każdy członek naszej delegacji do której poza mną i Nevrą należeli też Valkyon, Ezarel, Karenn i Chrome. Nasza piątka miała za zadanie odnowić traktaty zawarte między nimi a naszą strażą, które zostały zawarte niedługo po moim przybyciu do Eldaryi. Chociaż Kero podjął się bohaterskiej próby wyjaśnienia mi powodów odnowienia tego kontraktu, wciąż niewiele z tego rozumiałam. A teraz, gdy wszyscy siedzieliśmy na wozie zaprzężonym w pożyczone od Purrekos chowańce, zaistniała doskonała okazja do zainicjowania małej wymiany zdań.
- Myślicie, że odnawianie tej umowy jest niezbędne?- rzuciłam chcąc nawiązać rozmowę z towarzyszami. Nie bałam się ciszy, ale atmosfera stawała się ciężka. Nevra, wyraźnie znudzony, bawił się sprzączką paska, Valkyon skupiał się na powożeniu, zaś Floppy radośnie podskakiwała obok niego. Ezarel skrobał coś na pergaminie, a Karenn i Chrome oglądali mapę. Gdy młoda wampirzyca usłyszała mój głos, zmroziła mnie wrogim spojrzeniem.
- Czy Ziemia nie znają lepszych tematów do rozmowy niż polityka?- rzuciła drwiąco w moim kierunku. Reakcją na jej nastawienie była moja zszokowana mina, zażenowany rumieniec Chrome'a i nerwowy uśmieszek Nevry.
- Co? - odparłam wciąż w szoku. Dziewczyna przewróciła oczami, po czym obrzuciła mnie wrogim spojrzeniem. Zwinęła gwałtownie mapę i rozłożyła się na workach z zapasami karmy dla chowańców.
- No nic, tylko jak już tak DYSKRETNIE okręciłaś sobie mojego brata wokół małego palca, to mogłabyś zadbać o to, żeby ci o wrażliwszym słuchu nie słyszeli was w nocy!
Z zawstydzenia zatkało mnie, a Nevra wydusił z siebie tylko uciszające "Karenn". Pozostali szefowie straży w końcu zainteresowali się rozmową, a Ez uczestniczył w niej najchętniej.
- Valkyon, pamiętasz tę dziewczynę z mojej straży, którą Nevra pokąsał chyba tydzień po przybyciu Emmy? A potem tę kolejną i następną, i następną, i następną...
- Chyba po prostu dziewczyny w Absyncie mają słabą wolę- podsunął Val.
- Moje dziewczyny? Słabą wolę? Żartujesz sobie? Przynajmniej jest w nich jakiś kobiecy element, a dziewczyn z twojej straży ani za...- zamilkł widząc moją minę. Równie mocno cenię sobie bycie kobietą, jak i bycie członkiem straży Obsydianu.
Spojrzałam też chłodno na Nevre, udając, że się na niego obraziłam. Przez chwilę próbował mnie udobruchać, aż w końcu w geście rezygnacji objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie, w akompaniamencie niezadowolonych parskań jego siostry.
Słońce chyliło już się ku ziemi, kiedy postanowiliśmy urządzić postój. Szybko wypakowaliśmy toboły, ale stawianie namiotu szło mi i Karenn znacznie oporniej niż chłopakom. Najwidoczniej, żadnej z nas nie podobała się perspektywa spędzenia nocy w ciasnej przestrzeni nie podobała się żadnej z nas, co dało się odczuć też przy kolacji i kiedy uciekła na drzewo, żeby tylko nie siedzieć ze mną przy jednym ognisku.
- Może zahaczymy po drodze o jakieś ciekawe miasteczko?- zaproponowałam chłopakom, kiedy zaczęli dyskutować na temat trasy. Ezarel spojrzał na mnie z przekąsem.
- Myślisz, że mamy czas na jakieś takie wypady?
- Nie mówiłeś przed chwilą, że jeśli utrzymamy obecne tempo, to dotrzemy do świątyni jakieś 2 dni wcześniej?- zauważył bialowłosy, który karmił swojego chowańca ziarenkami. Wdzięczne stworzenie delikatnie lizało jego palce, składając na nich mokre pocałunki. Moja Dalafa- Jelly, z zazdrością patrzyła na nich i trącała mnie co chwila, prosząc o smakołyki, chociaż była karmione całkiem niedawno.
Przez kolejny kwadrans chłopcy dyskutowali i nie zapowiadało się, żeby mieli w najbliższym czasie skończyć. Pod pretekstem pełnego pęcherza, ulotniłam się dyskretnie w las, żeby odetchnąć sobie trochę od męskiego towarzystwa. Brakowało mi w tym momencie Karenn i naszych dawnych relacji. Naszych plotek, wspólnego szpiegowania Miiko i chłopaków na ich tajnych zebraniach, nawet kar, które razem dostawałyśmy, gdy Jamon nas złapał. Odkąd ja i Nevra, zostaliśmy oficjalnie parą, stała się wobec mnie szorstka i nieprzyjemna. Według niego, powinno jej to minąć z czasem- wcześniej nie przywiązywała większej wagi do jego związków i podbojów sercowych.
Oparłam się o jakiś oddalony od ogniska pniak i osunęłam się na rosnący pod nim mech. Miękka, zielona poduszka przyjęła mnie do siebie z przyjemnością i gdyby nie otaczający mnie chłód, z pewnością bym na niej zasnęła. Spojrzałam w gwiazdy, mieniące się nad koronami drzew i poczułam spokój. Moje nozdrza uderzał zapach mokrej trawy, świeżej żywicy i cyprysowych szyszek. Kojaca mieszanka zapachów i odgłosów lasu sprawiała, że moje powieki stawały się coraz cięższe, ale chłód wieczora jeszcze trzymał mnie z dala od krainy snów.
W końcu postanowiłam, że wystarczy już tego siedzenia w samotności. Nastawiłam uszu, starając się usłyszeć odgłosy dochodzące z obozowiska. Cisza. Jeszcze przez chwilę nasłuchiwałam, starając się usłyszeć cokolwiek, aż dosięgł mnie odgłos łamanych gałązek. Odwróciłam się w idealnym momencie, żeby ustawić się twarzą do mokrego języka Jelly, która postanowiła przywołać mnie do rzeczywistości. Trawa pod jej kopytkami była pognieciona i zmięta, zapewne pod ciężarem zwierzęcia. Jelly musiała do mnie dołączyć już jakiś czas temu i zamiast domagać się uwagi i pieszczot, wolała położyć się za pniakiem, o który się oparłam.
Pogłaskałam ją po pyszczku i podrapałam za uszami. Zadowolona przymknęła oczy i zaczęła cichutko mruczeć, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo żadne ze zwierząt, które widziałam na Ziemi nie wydawało odgłosu chociażby podobnego do zadowolonej Dalafy. Było to coś pomiędzy piszczeniem myszy i mruczeniem kota, ale bardziej eteryczne, trochę jak dzwonki na wietrze.
Wróciwszy do ogniska, zastałyśmy Ezarela, Chrome'a i Nevre pogrążonych w głębokim śnie, Karenn zwiniętą w kłębek obok brata, a Valkyona wpatrującego się w ognisko, wychodzi na to, że to jemu przypadła dzisiaj pierwsza warta.
- Mogę jeszcze z Tobą trochę posiedzieć? Jakoś niebardzo chce mi się spać- zagadnęłam i chwyciłam koc z wozu. Szef mojej straży, w geście przyzwolenia, skinął głową. Przez kilkanaście minut siedzieliśmy w ciszy, aż jego chowaniec nie zasnął na grzbiecie mojej Jelly. Delikatnie chwyciłam myszkę w dłonie i przekazałam ją jej opiekunowi.
- Masz rękę do małych stworzeń. Nic dziwnego, że dzieci w Schronisku tak Cię chwalą - zauważył spokojnie, głaszcząc czule gryzonia po ogonku.
- Nauczanie chyba różni się od opieki nad chowańcami.
- Czy ja wiem... Czasami zachowują się podobnie.
Przez chwilę jeszcze dzieliliśmy się wrażeniami z mojej pracy w Schronisku, o tym co sądzą o mnie dzieci i rodzice i jakie mam jeszcze pomysły na nadchodzące lekcje. Gdy Valkyon opowiadał mi o tym, kiedy i ile nowych dzieci Ykhar planuje oddać mi pod opiekę, poczułam znużenie i zaczęłam ziewać. Szybko dokończył temat, powiedziawszy, że lista będzie mi dostarczona wkrótce. Jako jedyna z całej drużyny wybrałam spanie w namiocie zamiast przy ognisku. Miałam szczęście, że Karenn zasnęła pierwsza, dzięki temu mogłam w spokoju przygotować się do snu.
- Emma, wszystko w porządku?
Odwróciłam się. Szedł ku mnie powoli i pewnie, niczym drapieżnik kroczący ku ofierze. Widziałam to w jego spojrzeniu, utkwionym w mojej białej koszulce nocnej, wyciętej na udzie i lekko naderwanej przy dekolcie, ot, efekt pospiesznego zdejmowania jej podczas którejś z upojnych nocy. Noc była wyjątkowo ciepła. Światło księżyca rozjaśniało jego zmartwioną twarz. Stanął kilka kroków za mną, czujnym okiem śledząc moje ruchy.
- Nevra... Tak, wszystko okej, po prostu nie mogłam zasnąć.
- Nawet w moich ramionach?- zapytał zaczepnie uśmiechnąwszy się zalotnie i złapał mnie w swój ciepły uścisk.- Wiesz, że jeżeli znowu masz koszmary, to powinnaś iść z tym do Ewelein?
Zagryzłam dolną wargę. Faktycznie, miałam dzisiaj koszmary, ale nie sądzę, by wymagały konsultacji medycznej, a moje życie uczuciowe to nie coś, z czego chciałam się zwierzać Ewe.
- To nic istotnego, naprawdę- uspokoiłam go i zawróciłam do swojej sypialni.
- Nie zostaniesz dzisiaj u mnie?- zaproponował, udając rozczarowane dziecko. Ten widok nieco mnie rozczulił, lecz wiedziałam, że rano musimy wcześniej wstać. Czekała nas ważna misja dyplomatyczna u Fenghuangów, więc nie dość, że musimy wstać wcześnie, to jeszcze w pełni sił dotrzeć do ich świątyni. Nevra odprowadził mnie do mojego pokoju, zamieniliśmy jeszcze kilka słów odnośnie jutrzejszej podróży, a potem pocałował mnie czule w czoło, życzył dobrej nocy i zniknął w ciemnym korytarzu.
Świt nastał zbyt szybko, co odczuwał chyba każdy członek naszej delegacji do której poza mną i Nevrą należeli też Valkyon, Ezarel, Karenn i Chrome. Nasza piątka miała za zadanie odnowić traktaty zawarte między nimi a naszą strażą, które zostały zawarte niedługo po moim przybyciu do Eldaryi. Chociaż Kero podjął się bohaterskiej próby wyjaśnienia mi powodów odnowienia tego kontraktu, wciąż niewiele z tego rozumiałam. A teraz, gdy wszyscy siedzieliśmy na wozie zaprzężonym w pożyczone od Purrekos chowańce, zaistniała doskonała okazja do zainicjowania małej wymiany zdań.
- Myślicie, że odnawianie tej umowy jest niezbędne?- rzuciłam chcąc nawiązać rozmowę z towarzyszami. Nie bałam się ciszy, ale atmosfera stawała się ciężka. Nevra, wyraźnie znudzony, bawił się sprzączką paska, Valkyon skupiał się na powożeniu, zaś Floppy radośnie podskakiwała obok niego. Ezarel skrobał coś na pergaminie, a Karenn i Chrome oglądali mapę. Gdy młoda wampirzyca usłyszała mój głos, zmroziła mnie wrogim spojrzeniem.
- Czy Ziemia nie znają lepszych tematów do rozmowy niż polityka?- rzuciła drwiąco w moim kierunku. Reakcją na jej nastawienie była moja zszokowana mina, zażenowany rumieniec Chrome'a i nerwowy uśmieszek Nevry.
- Co? - odparłam wciąż w szoku. Dziewczyna przewróciła oczami, po czym obrzuciła mnie wrogim spojrzeniem. Zwinęła gwałtownie mapę i rozłożyła się na workach z zapasami karmy dla chowańców.
- No nic, tylko jak już tak DYSKRETNIE okręciłaś sobie mojego brata wokół małego palca, to mogłabyś zadbać o to, żeby ci o wrażliwszym słuchu nie słyszeli was w nocy!
Z zawstydzenia zatkało mnie, a Nevra wydusił z siebie tylko uciszające "Karenn". Pozostali szefowie straży w końcu zainteresowali się rozmową, a Ez uczestniczył w niej najchętniej.
- Valkyon, pamiętasz tę dziewczynę z mojej straży, którą Nevra pokąsał chyba tydzień po przybyciu Emmy? A potem tę kolejną i następną, i następną, i następną...
- Chyba po prostu dziewczyny w Absyncie mają słabą wolę- podsunął Val.
- Moje dziewczyny? Słabą wolę? Żartujesz sobie? Przynajmniej jest w nich jakiś kobiecy element, a dziewczyn z twojej straży ani za...- zamilkł widząc moją minę. Równie mocno cenię sobie bycie kobietą, jak i bycie członkiem straży Obsydianu.
Spojrzałam też chłodno na Nevre, udając, że się na niego obraziłam. Przez chwilę próbował mnie udobruchać, aż w końcu w geście rezygnacji objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie, w akompaniamencie niezadowolonych parskań jego siostry.
Słońce chyliło już się ku ziemi, kiedy postanowiliśmy urządzić postój. Szybko wypakowaliśmy toboły, ale stawianie namiotu szło mi i Karenn znacznie oporniej niż chłopakom. Najwidoczniej, żadnej z nas nie podobała się perspektywa spędzenia nocy w ciasnej przestrzeni nie podobała się żadnej z nas, co dało się odczuć też przy kolacji i kiedy uciekła na drzewo, żeby tylko nie siedzieć ze mną przy jednym ognisku.
- Może zahaczymy po drodze o jakieś ciekawe miasteczko?- zaproponowałam chłopakom, kiedy zaczęli dyskutować na temat trasy. Ezarel spojrzał na mnie z przekąsem.
- Myślisz, że mamy czas na jakieś takie wypady?
- Nie mówiłeś przed chwilą, że jeśli utrzymamy obecne tempo, to dotrzemy do świątyni jakieś 2 dni wcześniej?- zauważył bialowłosy, który karmił swojego chowańca ziarenkami. Wdzięczne stworzenie delikatnie lizało jego palce, składając na nich mokre pocałunki. Moja Dalafa- Jelly, z zazdrością patrzyła na nich i trącała mnie co chwila, prosząc o smakołyki, chociaż była karmione całkiem niedawno.
Przez kolejny kwadrans chłopcy dyskutowali i nie zapowiadało się, żeby mieli w najbliższym czasie skończyć. Pod pretekstem pełnego pęcherza, ulotniłam się dyskretnie w las, żeby odetchnąć sobie trochę od męskiego towarzystwa. Brakowało mi w tym momencie Karenn i naszych dawnych relacji. Naszych plotek, wspólnego szpiegowania Miiko i chłopaków na ich tajnych zebraniach, nawet kar, które razem dostawałyśmy, gdy Jamon nas złapał. Odkąd ja i Nevra, zostaliśmy oficjalnie parą, stała się wobec mnie szorstka i nieprzyjemna. Według niego, powinno jej to minąć z czasem- wcześniej nie przywiązywała większej wagi do jego związków i podbojów sercowych.
Oparłam się o jakiś oddalony od ogniska pniak i osunęłam się na rosnący pod nim mech. Miękka, zielona poduszka przyjęła mnie do siebie z przyjemnością i gdyby nie otaczający mnie chłód, z pewnością bym na niej zasnęła. Spojrzałam w gwiazdy, mieniące się nad koronami drzew i poczułam spokój. Moje nozdrza uderzał zapach mokrej trawy, świeżej żywicy i cyprysowych szyszek. Kojaca mieszanka zapachów i odgłosów lasu sprawiała, że moje powieki stawały się coraz cięższe, ale chłód wieczora jeszcze trzymał mnie z dala od krainy snów.
W końcu postanowiłam, że wystarczy już tego siedzenia w samotności. Nastawiłam uszu, starając się usłyszeć odgłosy dochodzące z obozowiska. Cisza. Jeszcze przez chwilę nasłuchiwałam, starając się usłyszeć cokolwiek, aż dosięgł mnie odgłos łamanych gałązek. Odwróciłam się w idealnym momencie, żeby ustawić się twarzą do mokrego języka Jelly, która postanowiła przywołać mnie do rzeczywistości. Trawa pod jej kopytkami była pognieciona i zmięta, zapewne pod ciężarem zwierzęcia. Jelly musiała do mnie dołączyć już jakiś czas temu i zamiast domagać się uwagi i pieszczot, wolała położyć się za pniakiem, o który się oparłam.
Pogłaskałam ją po pyszczku i podrapałam za uszami. Zadowolona przymknęła oczy i zaczęła cichutko mruczeć, a przynajmniej tak mi się wydawało, bo żadne ze zwierząt, które widziałam na Ziemi nie wydawało odgłosu chociażby podobnego do zadowolonej Dalafy. Było to coś pomiędzy piszczeniem myszy i mruczeniem kota, ale bardziej eteryczne, trochę jak dzwonki na wietrze.
Wróciwszy do ogniska, zastałyśmy Ezarela, Chrome'a i Nevre pogrążonych w głębokim śnie, Karenn zwiniętą w kłębek obok brata, a Valkyona wpatrującego się w ognisko, wychodzi na to, że to jemu przypadła dzisiaj pierwsza warta.
- Mogę jeszcze z Tobą trochę posiedzieć? Jakoś niebardzo chce mi się spać- zagadnęłam i chwyciłam koc z wozu. Szef mojej straży, w geście przyzwolenia, skinął głową. Przez kilkanaście minut siedzieliśmy w ciszy, aż jego chowaniec nie zasnął na grzbiecie mojej Jelly. Delikatnie chwyciłam myszkę w dłonie i przekazałam ją jej opiekunowi.
- Masz rękę do małych stworzeń. Nic dziwnego, że dzieci w Schronisku tak Cię chwalą - zauważył spokojnie, głaszcząc czule gryzonia po ogonku.
- Nauczanie chyba różni się od opieki nad chowańcami.
- Czy ja wiem... Czasami zachowują się podobnie.
Przez chwilę jeszcze dzieliliśmy się wrażeniami z mojej pracy w Schronisku, o tym co sądzą o mnie dzieci i rodzice i jakie mam jeszcze pomysły na nadchodzące lekcje. Gdy Valkyon opowiadał mi o tym, kiedy i ile nowych dzieci Ykhar planuje oddać mi pod opiekę, poczułam znużenie i zaczęłam ziewać. Szybko dokończył temat, powiedziawszy, że lista będzie mi dostarczona wkrótce. Jako jedyna z całej drużyny wybrałam spanie w namiocie zamiast przy ognisku. Miałam szczęście, że Karenn zasnęła pierwsza, dzięki temu mogłam w spokoju przygotować się do snu.
Komentarze
Prześlij komentarz