Rozdział III

- Co to jest?- powtórzyłam. Cały alkohol ze mnie wyparował, po prostu gdzieś uleciał. Czarnowłosy wyglądał na zmieszanego. Patrzył na grono naszych przyjaciół za nim. Nagle wydawali się nie wiedzieć skąd tu się wzięli. Tylko Karenn zdawała się być zadowolona, bo reszta z nich wyglądała, jakby Karuto osobiście ich przyłapał na szperaniu w spiżarni.
- Mówiłam, że to słaby pomysł!- zachichotała dumnie. Wydawała się dość zadowolona z takiego obrotu spraw. Nevra spojrzał na nią NAPRAWDĘ wściekły. Nigdy go nie widziałam w takim stanie, nawet gdy zaproponowałam mu wypicie krwi ze szczura. Nie odzywał się wtedy do mnie przez tydzień.
- Ty akurat powinnaś siedzieć cicho. Zresztą, pogadam z Tobą kiedy indziej- machnął ręką i odwrócił się do mnie. Wyglądał jakby chciał zaraz wybiec w las albo schować się w gałęziach nad nami.
- Emma, kochanie... A na co Ci to wygląda?- zapytał zrezygnowany. Wiedziałam, na co to wygląda, bo chyba tylko głupi by nie połączyć tego, co trzymam w ręce, ciekawości naszych towarzyszy, tej romantycznej atmosfery i długiej przemowy Nevry.
- No to może skończysz swoje pytanie, bo sama sobie się nie oświadczę?- zaśmiałam się radośnie, wciąż trzymając pierścionek w ręce. Wszystkie negatywne emocje, jak ręką odjął, zniknęły z jego przystojnej twarzy. Ulga i szczęście jakie na niej zagościło natychmiast rozpromieniło resztę zebranych.
- Czy to znaczy, że się zgadzasz?- spytał z nadzieją i prawie natychmiast stanął przede mną. Posłałam mu rozmarzony uśmiech.
- Wiesz, zwyczaj wymaga, żebyś chociaż zapytał.
 Natychmiast wyjął pierścionek z mojej ręki. Uklęknął przede mną na prawe kolano, złapał moją dłoń i zadał to ważne pytanie.
- Emmo, zostaniesz moją żoną?
- W tym momencie co najmniej nietaktem byłby się nie zgodzić- zauważył Ez i bardzo dobrze, bo prawie zapomniałam, że to nie sen tylko rzeczywistość. W moim śnie Ezarel miałby brudny sandał Jamona w ustach.
- Tak!- krzyknęłam i nawet nie zauważyłam, gdy Nevra porwał mnie w ramiona. Kręciliśmy się wokół, dopóki nie dopadli nas nasi przyjaciele. W tym momencie nie mogłam wyobrazić sobie większego szczęścia.
 Poczułam jednak małe ukłucie, gdy zauważyłam grymas na twarzy Karenn.

 Do Świątyni zostało nam kilka godzin drogi. Nasz ostatni postój mieliśmy zamiar poświęcić na napojenie chowańców i krótkie rozprostowanie kości.
 Chociaż to już kilka dni od chwili, w której zgodziłam się zostać żoną Nevry, to wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Co chwila patrzyłam na pierścionek, który mi podarował. Okrągły opal, w kolorze jego oczu, skrzył się w słońcu i pokazywał mi malutkie tęcze. Ciężko było mi określić z jakiego metalu został wykonany, jednak w kompozycji z tym kamieniem wielkości ziarenka grochu i kilkoma mniejszymi błękitnymi, prawie niezauważalnymi kryształkami, wyglądał na coś w rodzaju białego złota pomieszanego ze srebrem. Nie mogłam przestań na niego patrzeć.
- Jeszcze się zdążysz na niego napatrzeć- zaśmiał się Nevra. Wychylał się zza boku naszego odkrytego wozu. Dopiero wtedy zauważyłam, że się zatrzymaliśmy, a wszyscy poza mną dawno wysiedli.
 Zauważyłam też, że jego siostra próbuje sama przenieść dwie wazy z wodą. Natychmiast wstałam, żeby jej pomóc i dopiero stanąwszy obok niej przypomniałam sobie jak wyglądały ostatnio nasze relacje. No tak... Karenn, najdelikatniej ujmując, na mój widok miała ochotę pożreć mnie żywcem. A jak wiadomo, gdy ma się do czynienia z wampirami, to wyrażenie z łatwością może się zmienić w realne zagrożenie.
- Daj, pomogę Ci- zaproponowałam. Spiorunowała mnie najzimniejszym spojrzeniem w całej krainie Eel.
- Nie. Wiem, że chcesz mi się podlizać, ale dalej będę twierdzić, że wasz związek to jakaś pomyłka i Nevra zasługuje na kogoś lepszego.
 Auć.

 Nieważne czego bym nie próbowała zrobić, Karenn i tak uważała, że próbuję jej się podlizać. Próbowałam zamienić z nią chociaż dwa słowa, szukałam okazji do nawiązania rozmowy- na darmo.
 Odpuściłam. Czekał mnie wspaniały pobyt w domu Huang Hua i wielkie świętowanie z okazji upłynięcia kolejnego roku od podpisania traktatu między fenghuangami a KG.
- Daleko jeszcze?- zapytał Chrome. Od prawie godziny podskakiwał w miejscu, co irytowało wszystkich, bo strasznie trząsł przy tym wozem.
- Patrz, widzisz? Zaraz będziemy w górach Szehe- odrzucił Nevra, gdy tylko znajome szczyty ukazały się przed jego oczami. Choć sama patrząc w tym kierunku nie widziałam za wiele, odczułam ulgę. Nareszcie spotkam się z Huang Hua. Będzie pierwszą osobą, którą oficjalnie zawiadomię o zaręczynach. Ta myśl przepełniała mnie na raz dumą i strachem.

 Naszego przybycia nie dało się nie zauważyć. Chyba cała świątynia stała na dziedzińcu. Grały bębny, harfy i flety, a także coś co przypominało mandolinę. Po placu biegały boso tancerki ubrane w zwiewne, błękitno-fioletowe szaty. Wykonywały sentencje taneczne z wachlarzami i wstęgami, a wśród nich przewijały się służki z koszami pełnymi płatków kwiatów, rozsypując je wokoło. Gdzieś po środku tego bałaganu siedziała młoda faworytka do tytułu Feniksa i uśmiechała się promiennie do mnie. Zrobiła krok w moim kierunku. Jak na rozkaz, ucichła muzyka, artystki i kobiety z kwiatami rozstąpiły się i usunęły się w tłum, który również zamilkł. Słychać było kroki Huang Hua po kamiennej podłodze.
 Nie wytrzymałam i wyrwałam się z przyjętego szyku, biegnąc ku niej. Uściskałyśmy się serdecznie.
- Emmo, droga przyjaciółko! Witam cię i twoich towarzyszy ponownie w naszym domu! Me serce przepełnia radość z naszego spotkania, bo gwiazdy powiedziały mi, że przywieziesz nam pokój i dobre wieści!- rozpoczęła uroczyście. Na samo wspomnienie o "dobrych wieściach" spłonęłam rumieńcem. W tej samej chwili podeszli moi przyjaciele. Okazali wyrazy szacunku Huang Hua i stanęli za mną. Nevra stanął przy moim boku, gdy przytrzymałam go ręką.
- Huang Hua... Ja też się cieszę, że Cię widzę! W podarunku przywozimy wam pierwszą, autorską księgę z przepisami Karuto, którego dania zawsze wam smakowały. A z dobrych wieści...- przeciągnęłam z uśmiechem i uniosłam dłoń, na której miałam pierścionek na wysokość twarzy. Brunetka nie mogła się powstrzymać z zachwytu. Przez chwilę nawet zapomniała o protokole, bo dosłownie zaczęła podskakiwać i piszczeć w miejscu. Znów porwała mnie w objęcia, gratulując z całego serca, po czym powtórzyła ten gest w stosunku do stojącego obok wampira, który miał wyraźny ubaw z tej małej sceny. Po upomnieniu Feng Zifu, Huang Hua opamiętała się i przybrała znowu oficjalny ton.
- Moi drodzy!- zawołała, rozglądając się po twarzach zgromadzonych- Uważam, że to okazja godna świętowania! Moja serdeczna przyjaciółka, Emma, która omal nie straciła życia broniąc naszego domu przed czterema laty, wkrótce wyjdzie za mąż! Kto również uważa, że należy to uczcić, niech zakrzyknie ze mną!
 Wystarczyło, że dała im znak, a cały dziedziniec wypełnił się okrzykiem radości. Byłam poruszona, widząc, jak wiele osób tutaj cieszy się naszym szczęściem.
 Otarłam łzę wzruszenia, która spłynęła mi po nosie. Mój ukochany to zauważył i objął mnie ramieniem. Spojrzałam na niego, chcąc go upomnieć. Protokół dyplomatyczny nie pozwalał na czułości w trakcie wystąpień publicznych. On na to tylko się uśmiechnął i przyciągnął mnie bliżej siebie.
- Wiem, wiem, protokoły, protokoły. Ale skoro to na naszą cześć, to chyba możemy cieszyć się chwilę.
 Nic nie mówiąc, wtuliłam się w niego.

 Po wspólnym lunchu, na którym Huang Hua zaznajomiła nas z planami na najbliższe kilka dni, udaliśmy się do apartamentu, do którego przeniesiono nas zaraz po ogłoszeniu zaręczyn. Z jednej strony, było mi głupio, bo dla ludzi żyjących tutaj była to zbędna fatyga, ale z drugiej, mogłam spędzić więcej czasu z Nevrą, niż w czasie standardowych misji.
 Apartament znajdował się w tym samym skrzydle, co komnaty Huang Hua, tylko niżej i był bardziej wysunięty w stosunku, co do reszty kwater. Jasny i przestronny, składał się z trzech pomieszczeń i balkonu, który łączył je ze sobą od zewnątrz. W pierwszym pomieszczeniu, do którego się wchodziło, urządzono coś w rodzaju pokoju dziennego. Na środku stał niski, prosty stolik, przystrojony świeżymi kwiatami. Z każdej jego strony leżały duże, płaskie poduszki do siedzenia w poszewkach z przyjemnej w dotyku tkaniny. Dalej, bliżej okna, na podeście, postawiono leżankę, zwróconą ku otwartym drzwiom, prowadzącym na wąski balkon. Oprócz stolika, poduch i leżanki, w pokoju stała też donica z dużym drzewkiem bonsai i przejścia do pozostałych pokoi.
 W drugim pokoju urządzono sypialnię z ogromnym łóżkiem. W zasadzie, łóżko wypełniało całość pomieszczenia, które można by w tym momencie nazwać prędzej wnęką na łóżko, niż pokojem. Tylko przesuwane drzwi oddzielające ją od saloniku i balkonu ratowały mnie od ataków klaustrofobii.
 Trzecie pomieszczenie zachwyciło mnie do głębi. Z drewnianego podestu schodziło się na chłodne, kamienne płyty. Mijało się lakierowaną balę i stało się już przy basenie wypełnionym wzburzoną wodą.
- Gorące źródła...- zauważył Nevra, gdy wszedł tam za mną. Oczami wyobraźni widziałam nas już nagich, rozkoszujących się ciepłem wody i własnych ciał. To będzie cudowny pobyt.

Komentarze

Popularne posty